Organizacja w firmie – od czego naprawdę zależy

Biznes

Każdy, kto pracował w więcej niż jednej firmie, zna to uczucie. Wchodzisz do nowego biura, dostajesz schemat organizacyjny – starannie narysowane pudełka połączone liniami, które mają pokazywać, kto komu raportuje i kto za co odpowiada. Wygląda logicznie, czysto i prosto. A potem zaczynasz pracę i odkrywasz, że prawdziwy obieg informacji, realne centra decyzyjne i faktyczne ścieżki załatwiania spraw mają się do tego schematu tak, jak mapa metra do faktycznego życia tętniącego na ulicach miasta.

Co, jeśli powiem Ci, że ten oficjalny diagram to zaledwie fasada? A to, co naprawdę decyduje o tym, czy firma jest sprawną maszyną, czy chaotycznym placem budowy, kryje się znacznie głębiej? Prawdziwa organizacja firmy to nie jest coś, co można zaprojektować raz i powiesić na ścianie. To żywy, dynamiczny system, kształtowany przez siły, których często nawet nie bierzemy pod uwagę.

Mit struktury organizacyjnej – dlaczego schemat to za mało?

Schemat organizacyjny przedstawia strukturę formalną – oficjalny szkielet firmy. Pokazuje hierarchię, działy i podstawowe zależności. Jest potrzebny, ale jego rola często jest przeceniana. Obok niego, a czasem wbrew niemu, funkcjonuje bowiem struktura nieformalna. To sieć osobistych relacji, sojuszy, przepływu plotek i cichej wiedzy. To właśnie w niej Ania z marketingu wie, że jeśli chce szybko załatwić nową grafikę, to nie idzie oficjalną drogą przez project managera, tylko bezpośrednio do Krzyśka, z którym chodzi na lunch.

Badania nad zachowaniami organizacyjnymi pokazują, że w wielu firmach to właśnie struktura nieformalna odpowiada za ponad 50% efektywnej komunikacji i rozwiązywania problemów. Ignorowanie jej jest jak próba nawigacji po mieście, patrząc tylko na główne arterie i ignorując całą siatkę mniejszych ulic, skrótów i zaułków, którymi faktycznie poruszają się ludzie. Prawdziwe pytanie brzmi więc: co rzeźbi obie te struktury – zarówno tę na papierze, jak i tę w ludzkich interakcjach?

Niewidzialne siły, które kształtują firmę od środka

Zapomnijmy na chwilę o pudełkach i liniach. Pomyślmy o firmie jak o organizmie, który musi przetrwać w określonym środowisku. Jego kształt, jego „anatomia”, będzie wynikiem adaptacji do warunków, w jakich żyje. Tych warunków, czyli kluczowych czynników kształtujących organizację, jest kilka.

Technologia – cyfrowy kręgosłup firmy

Słowo „technologia” nie oznacza tu tylko najnowszych laptopów czy oprogramowania. Chodzi o rdzenny proces, za pomocą którego firma tworzy swoją wartość. Inaczej zorganizowana będzie fabryka samochodów oparta na taśmie produkcyjnej, inaczej agencja kreatywna, a jeszcze inaczej firma tworząca oprogramowanie w chmurze.

Już w latach 50. XX wieku brytyjska socjolog Joan Woodward przebadała 100 firm produkcyjnych i odkryła żelazną zależność: im bardziej złożona i nieprzewidywalna technologia, tym struktura firmy stawała się bardziej płaska i elastyczna.

  • Produkcja masowa (np. wspomniana fabryka aut) sprzyjała strukturom hierarchicznym, z jasnym podziałem zadań i dużą formalizacją. To logiczne – proces jest powtarzalny, więc trzeba go standaryzować i kontrolować.
  • Produkcja jednostkowa lub w małych seriach (np. budowa statku, agencja reklamowa) wymagała ciągłej komunikacji i adaptacji, co naturalnie prowadziło do tworzenia mniejszych, interdyscyplinarnych zespołów.
  • Produkcja procesowa (np. rafineria) z kolei, choć zautomatyzowana, wymagała wysoko wykwalifikowanych specjalistów do nadzoru, co znów zmieniało układ sił i komunikacji.

Dziś ta zasada jest jeszcze bardziej widoczna. Firma typu SaaS, gdzie zespoły programistów, testerów i projektantów muszą pracować w zwinnych cyklach (Agile, Scrum), nie może funkcjonować w sztywnej, silosowej strukturze. Jej technologia wymusza organizację opartą na zespołach projektowych, a nie na tradycyjnych działach.

Otoczenie – firma nie jest samotną wyspą

Żadna firma nie działa w próżni. Jest otoczona przez rynek, konkurencję, klientów, prawo i zmiany technologiczne. To otoczenie może być stabilne i przewidywalne albo turbulentne i chaotyczne. I to właśnie jego charakter jest jednym z najpotężniejszych rzeźbiarzy organizacji.

Już w latach 60. dwaj badacze, Tom Burns i G.M. Stalker, opisali dwa skrajne modele organizacji, które są bezpośrednią odpowiedzią na otoczenie:

  • Struktury mechanistyczne: Działają jak dobrze naoliwiona maszyna. Są scentralizowane, hierarchiczne, pełne procedur i formalnych zasad. Sprawdzają się doskonale w stabilnym otoczeniu, gdzie zasady gry rzadko się zmieniają (np. urząd, duża firma produkująca dobra podstawowe). Ich siłą jest wydajność i przewidywalność.
  • Struktury organiczne: Przypominają żywy organizm. Są zdecentralizowane, elastyczne, z płaską hierarchią i komunikacją płynącą we wszystkich kierunkach. To odpowiedź na zmienne i niepewne otoczenie. Firmy technologiczne, startupy czy agencje kreatywne muszą być organiczne, by móc szybko reagować na nowe trendy, feedback klientów i ruchy konkurencji.

Próba zastosowania struktury mechanistycznej w turbulentnym otoczeniu jest jak wypłynięcie na sztormowy ocean transatlantykiem z zablokowanym sterem. Z kolei budowanie organicznej, elastycznej struktury tam, gdzie liczy się powtarzalność i minimalizacja kosztów, to jak wysyłanie zwinnej motorówki do transportu tysięcy kontenerów.

Strategia i cele – mapa prowadząca do struktury

To jedna z najbardziej intuicyjnych, a jednocześnie często ignorowanych zasad, ujęta w słynnym powiedzeniu Alfreda Chandlera: „struktura podąża za strategią”. Innymi słowy, sposób, w jaki zorganizujesz firmę, musi być narzędziem do realizacji jej celów, a nie przeszkodą.

Jeśli Twoją strategią jest innowacja i bycie liderem technologicznym, potrzebujesz struktury, która to wspiera: luźnej, z dużą autonomią dla zespołów R&D, z kulturą eksperymentowania i tolerancją dla porażek. Centralne planowanie i sztywne budżety zabiją innowację w zarodku.

Jeżeli natomiast Twoja strategia opiera się na efektywności kosztowej i chcesz oferować produkt najtaniej na rynku, Twoja organizacja musi być zoptymalizowana pod tym kątem. Potrzebujesz silnej kontroli centralnej, standaryzacji procesów i ciągłego monitorowania wskaźników wydajności.

Niedopasowanie struktury do strategii to prosta droga do katastrofy. To dlatego firmy, które próbują jednocześnie być innowacyjne i supertanie, często wpadają w pułapkę „utknięcia pośrodku” – ich organizacja nie jest w stanie efektywnie realizować żadnego z tych celów.

Rozmiar i wiek – syndrom rosnącego organizmu

Mały, 10-osobowy startup może działać jak zgrana paczka przyjaciół. Wszyscy wiedzą wszystko, decyzje zapadają przy ekspresie do kawy, a formalne stanowiska mają drugorzędne znaczenie. To naturalne i efektywne. Kiedy jednak ta sama firma zatrudnia 200 osób, ten model przestaje działać. Pojawia się chaos, problemy komunikacyjne i poczucie utraty kontroli.

Wzrost rozmiaru firmy niemal zawsze prowadzi do:

  • Większej specjalizacji: Pojawiają się dedykowane role i działy (HR, finanse, marketing).
  • Większej formalizacji: Trzeba wprowadzić procedury, regulaminy i systemy, by zapewnić spójność działania.
  • Większej decentralizacji (paradoksalnie): Zarząd nie jest już w stanie podejmować wszystkich decyzji, więc część uprawnień musi zostać delegowana w dół.

To naturalny proces ewolucji. Problem pojawia się, gdy firma albo zbyt długo trzyma się startupowego chaosu, albo zbyt szybko wpada w szpony korporacyjnej biurokracji.

Kultura organizacyjna – niepisane zasady gry

To prawdopodobnie najbardziej nieuchwytny, a zarazem najpotężniejszy czynnik. Kultura to „sposób, w jaki załatwiamy tu sprawy”. To wspólne wartości, normy i przekonania, które kierują zachowaniem pracowników, gdy nikt nie patrzy.

Możesz narysować najpiękniejszy schemat promujący współpracę między działami. Jednak jeśli w kulturze firmy dominuje rywalizacja, walka o zasoby i indywidualne premie za wyniki, ludzie nadal będą działać w silosach. To właśnie miał na myśli Peter Drucker, mówiąc, że „kultura zjada strategię na śniadanie”. Można dodać, że strukturę organizacyjną zjada na deser.

Firma o silnej kulturze zaufania i transparentności może sobie pozwolić na bardzo płaską, zdecentralizowaną strukturę. Z kolei w organizacji, gdzie dominuje nieufność i kontrola, nawet próba wdrożenia autonomicznych zespołów skończy się mikrozarządzaniem i ciągłym raportowaniem, które wypaczy cały sens zmiany.

Jak to wygląda w praktyce? Od teorii do narzędziowni menedżera

Rozumienie tych sił to nie jest tylko akademicka ciekawostka. To praktyczne narzędzie. Zamiast pytać „jaka jest idealna struktura?”, zacznij zadawać inne pytania:

  • Jaka jest nasza kluczowa technologia i proces? Czy nasza struktura je wspiera, czy utrudnia?
  • W jakim otoczeniu działamy? Czy potrzebujemy stabilności i wydajności (struktura mechanistyczna), czy elastyczności i szybkości (struktura organiczna)?
  • Jaka jest nasza strategia? Czy nasza organizacja jest narzędziem do jej realizacji?
  • Na jakim etapie rozwoju jesteśmy? Czy nasza struktura pasuje do naszej skali?
  • Jaka jest nasza kultura? Czy wspiera ona sposób, w jaki chcemy być zorganizowani?

Odpowiedzi na te pytania pozwolą Ci świadomie kształtować organizację, używając trzech podstawowych dźwigni:

  1. Centralizacja / Decentralizacja: Gdzie zapadają kluczowe decyzje? Na szczycie hierarchii czy jak najniżej, blisko klienta i problemu?
  2. Formalizacja: Jak bardzo polegamy na zasadach, procedurach i spisanych regułach? Czy dajemy ludziom swobodę interpretacji, czy dokładne instrukcje?
  3. Złożoność: Jak bardzo specjalizujemy role i dzielimy firmę na działy? Czy stawiamy na wąskich ekspertów w silosach, czy na wszechstronne zespoły?

Nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Sieć fast-foodów musi być scentralizowana i sformalizowana, by zapewnić identyczny smak frytek w każdym miejscu na świecie. Agencja interaktywna musi być zdecentralizowana i nieformalna, by jej zespoły mogły tworzyć unikalne, kreatywne rozwiązania dla każdego klienta. Obie struktury są „dobre”, bo są dopasowane do swojej technologii, otoczenia i strategii.

Organizacja to czasownik, nie rzeczownik

Ostatecznie, największym błędem jest myślenie o organizacji jako o czymś statycznym – o skończonym projekcie, który można wdrożyć i o nim zapomnieć. To nie jest rzeczownik. To czasownik. To ciągły proces dostosowywania się do zmieniających się warunków.

Schemat na ścianie może dawać poczucie porządku, ale prawdziwa, żywa organizacja jest w nieustannym ruchu. Kształtują ją setki codziennych interakcji, podejmowanych decyzji i cichych adaptacji. Zrozumienie sił, które za tym stoją, to pierwszy krok, by zamiast walczyć z prądem, zacząć z nim płynąć. Bo organizacja to nie jest stan, który się osiąga. To proces, w którym się nieustannie jest.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *