Czy pasja musi się opłacać

Lifestyle

Słychać to w stukocie klawiszy o drugiej w nocy, czuć w zapachu farby olejnej w źle wietrzonej pracowni, widać w opuszku palca stwardniałym od strun gitary. To ten moment, w którym czynność przestaje być czynnością, a staje się częścią tożsamości. A zaraz potem, niemal jak echo, pojawia się w głowie pytanie, szeptane przez znajomych, rodzinę, a czasem przez nas samych: „A da się na tym zarobić?”. To pytanie, z pozoru niewinne, potrafi zmienić wszystko. Przekształca sanktuarium w fabrykę, a medytację w kalkulację. Rozkłada na czynniki pierwsze coś, co z definicji miało być całością.

Czy pasja musi się opłacać? Odpowiedź, jakiej udzielamy sobie na to pytanie, może zdefiniować nie tylko naszą karierę, ale i nasze zdrowie psychiczne.

Mit Konfucjusza w epoce Instagrama

„Wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu”. Ten cytat, często przypisywany Konfucjuszowi, stał się mantrą pokoleń i paliwem dla niezliczonych poradników i mów motywacyjnych. Obiecuje utopijną wizję, w której wysiłek i przyjemność zlewają się w jedno, a poniedziałek budzi ten sam entuzjazm co piątek. Dziś ta idea została wzmocniona do granic możliwości przez kulturę mediów społecznościowych, gdzie co drugi profil to historia sukcesu rzemieślnika, programisty-freelancera czy podróżnika, który swoją pasję zamienił w dochodowy biznes.

Presja jest ogromna. Każde hobby, każda umiejętność, od pieczenia chleba po składanie modeli, wydaje się mieć ukryty potencjał monetyzacji. Algorytmy podsuwają nam kursy „Jak zarabiać na swojej pasji”, a kultura produktywności szepcze, że czas, który nie generuje zysku, jest czasem straconym. Ta narracja jest jednak niebezpiecznie uproszczona. Pomija milczeniem fundamentalny mechanizm psychologiczny, który sprawia, że mariaż pasji i pieniędzy bywa niezwykle ryzykowny.

Kiedy nagroda staje się karą. Psychologia pasji

W 1973 roku psychologowie Mark Lepper, David Greene i Richard Nisbett przeprowadzili eksperyment, który na zawsze zmienił nasze rozumienie motywacji. Podzielili grupę przedszkolaków uwielbiających rysować na trzy podgrupy.

  • Pierwsza grupa dowiedziała się, że za rysowanie otrzyma nagrodę – dyplom ze złotą pieczęcią.
  • Druga grupa również otrzymała nagrodę, ale nie była o niej wcześniej informowana. Była to dla nich niespodzianka.
  • Trzecia grupa kontrolna po prostu rysowała, nie otrzymując nic w zamian.

Po dwóch tygodniach badacze wrócili do przedszkola i po prostu obserwowali dzieci podczas swobodnej zabawy. Wyniki były jednoznaczne. Dzieci z pierwszej grupy, które rysowały w oczekiwaniu na nagrodę, spędzały na tej czynności znacznie mniej czasu niż przed eksperymentem. Ich wewnętrzna chęć do rysowania osłabła. Nagroda, która miała wzmocnić zachowanie, w rzeczywistości je osłabiła. Zjawisko to nazwano efektem nadmiernego uzasadnienia (overjustification effect).

Mechanizm jest prosty: kiedy zaczynamy robić coś, co kochamy, dla zewnętrznej nagrody (pieniędzy, uznania, lajków), nasz mózg dokonuje swoistej przeprogramowania. Motywacja wewnętrzna, czyli czysta przyjemność płynąca z wykonywania danej czynności, zostaje zastąpiona przez motywację zewnętrzną. Pasja, która była celem samym w sobie, staje się jedynie środkiem do celu.

To dlatego gitarzysta, który kochał improwizować w garażu, zaczyna czuć niechęć na myśl o graniu po raz setny tego samego coveru na weselu. To dlatego graficzka, która godzinami szkicowała dla przyjemności, czuje wypalenie po kolejnej rundzie poprawek od klienta, który „wie lepiej”. Pieniądz staje się nowym szefem, a szef rzadko kiedy jest dobrym przyjacielem pasji. Autonomia, mistrzostwo i poczucie celu – trzy filary wewnętrznej motywacji opisane przez Daniela Pinka w książce „Drive” – zostają zastąpione przez deadline, brief i fakturę.

Ekonomia presji, czyli „passion economy”

Nie można jednak ignorować kontekstu. Żyjemy w czasach, w których tradycyjny model kariery na całe życie odchodzi do lamusa. Rozwój technologii stworzył coś, co ekonomiści nazywają „passion economy” – gospodarką opartą na monetyzowaniu unikalnych umiejętności i zainteresowań. Platformy takie jak Etsy, Patreon, Substack czy YouTube pozwalają dotrzeć z własną twórczością bezpośrednio do odbiorców, omijając tradycyjnych pośredników.

Z jednej strony to ogromna szansa na niezależność i realizację marzeń. Z drugiej, to potężne źródło presji. Badania rynku pracy w wielu krajach pokazują stały wzrost liczby osób pracujących w ramach tzw. gig economy lub prowadzących side hustles (dodatkowe projekty zarobkowe). Często nie jest to wybór podyktowany chęcią realizacji pasji, ale ekonomiczną koniecznością – sposobem na uzupełnienie domowego budżetu, spłatę kredytu czy zbudowanie poduszki finansowej.

W takim świecie pytanie „Czy pasja musi się opłacać?” nabiera nowego znaczenia. Dla wielu osób brzmi ono raczej: „Czy mogę sobie pozwolić na pasję, która się nie opłaca?”. To stawia nas w trudnej pozycji, w której cenny czas wolny, służący regeneracji i swobodnej ekspresji, również zostaje poddany ocenie pod kątem produktywności i potencjalnego zwrotu z inwestycji.

Japońska sztuka równowagi – w poszukiwaniu Ikigai

Zamiast stawiać sprawę na ostrzu noża i wybierać między czystą pasją a zarobkiem, być może warto poszukać bardziej zniuansowanej ścieżki. Pomocny może okazać się tu japoński koncept Ikigai (生き甲斐), który można luźno przetłumaczyć jako „powód, dla którego wstajesz rano”.

Ikigai to nie jest po prostu „pasja”. To punkt przecięcia czterech fundamentalnych obszarów życia: 1. Tego, co kochasz (Twoja pasja) 2. Tego, w czym jesteś dobry (Twój talent i profesja) 3. Tego, czego potrzebuje świat (Twoja misja) 4. Tego, za co mogą ci zapłacić (Twój zawód)

Harmonia pojawia się, gdy udaje nam się znaleźć aktywność leżącą w centrum tego diagramu. Analiza przez pryzmat Ikigai pozwala zrozumieć, dlaczego monetyzacja pasji bywa tak frustrująca. Jeśli skupimy się tylko na tym, co kochamy i za co nam płacą, ale nie jesteśmy w tym wybitni i świat tego nie potrzebuje, czujemy się usatysfakcjonowani, ale też bezużyteczni. Jeśli robimy to, za co nam płacą i w czym jesteśmy dobrzy, ale tego nie kochamy, mamy komfort, ale poczucie pustki.

Ikigai uczy, że opłacalność finansowa jest tylko jednym z czterech elementów spełnionego życia. Nie każda pasja musi leżeć w samym centrum. Możemy mieć aktywności, które spełniają tylko jeden lub dwa z tych warunków, i to jest w porządku. Kluczem jest świadomość, jaką rolę dana czynność pełni w naszym życiu.

Firewall dla duszy. Jak chronić to, co kochasz?

Jeśli czujemy, że komercjalizacja zagraża naszej pasji, albo po prostu chcemy zachować pewne obszary życia wolne od presji finansowej, warto zbudować świadome mechanizmy obronne. Można je nazwać swoistym firewallem dla duszy.

Zasada dwóch pasji

To prosta, ale skuteczna strategia. Polega na świadomym pielęgnowaniu co najmniej dwóch różnych pasji. Jedna z nich może być polem do eksperymentów zawodowych i monetyzacji. Druga pozostaje święta – jest azylem, czynnością wykonywaną wyłącznie dla przyjemności, bez żadnych oczekiwań i celów. Jeśli kochasz fotografię, być może zarabiaj na zleceniach komercyjnych, ale fotografię analogową traktuj jako swój nietykalny rytuał. Jeśli programujesz, twórz aplikacje dla klientów, ale po godzinach pracuj nad małym, bezużytecznym projektem, który po prostu sprawia ci frajdę.

Zmień definicję „opłacalności”

Pieniądze to nie jedyna waluta, w jakiej możemy otrzymywać zapłatę. Pasja „opłaca się” na wiele innych sposobów, które często umykają w pogoni za zyskiem.

  • Kapitał psychiczny: Czas spędzony na hobby to jedna z najskuteczniejszych form walki ze stresem i prewencji wypalenia. Stan przepływu (flow), w który wpadamy podczas angażującej czynności, ma udowodnione działanie terapeutyczne.
  • Kapitał społeczny: Wspólne pasje budują relacje. Dołączenie do klubu książki, lokalnej drużyny sportowej czy grupy urban sketchingu generuje bezcenne więzi międzyludzkie.
  • Kapitał wiedzy: Każde hobby to proces nauki i doskonalenia umiejętności. Ta wiedza może okazać się przydatna w zupełnie nieoczekiwanych momentach życia, nawet jeśli nigdy nie przełoży się bezpośrednio na zarobek.

Warto pamiętać o badaniach Daniela Kahnemana i Angusa Deatona, laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, którzy wykazali, że choć pieniądze wpływają na poczucie szczęścia, to efekt ten znacząco słabnie po osiągnięciu pewnego progu dochodów (w ich badaniu z 2010 roku było to ok. 75 000 dolarów rocznie). Oznacza to, że po zaspokojeniu podstawowych potrzeb, kolejne zarobione pieniądze dają coraz mniejszy przyrost satysfakcji z życia. Pasja, relacje i poczucie sensu stają się wtedy znacznie ważniejszymi walutami.

Wracamy więc do pytania wyjściowego. Czy pasja musi się opłacać? Nie. Nie musi. Musi natomiast dawać coś w zamian. Musi karmić naszą ciekawość, budować odporność psychiczną, łączyć nas z innymi ludźmi lub po prostu dawać wytchnienie od świata, który wszystko przelicza na pieniądze.

Decyzja o monetyzacji pasji nie jest zła z natury. Może być drogą do wolności i spełnienia. Wymaga jednak niezwykłej samoświadomości i ostrożności, by w pogoni za zyskiem nie zgubić tego, co było na samym początku – tej iskry, tej czystej, bezinteresownej radości tworzenia. Czasem największym luksusem nie jest możliwość zarabiania na tym, co kochamy, ale możliwość robienia tego bez konieczności wystawiania za to rachunku. Być może najcenniejsza pasja to ta, która płaci nam w walucie, której nie przyjmie żaden bank.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *