Jak zmienia się definicja sukcesu

Lifestyle

Wyobraź sobie czarno-białą fotografię z połowy XX wieku. Mężczyzna w idealnie skrojonym garniturze, z uśmiechem opartym o maskę lśniącego, nowego samochodu. Obok niego żona, w nienagannej sukience, a za nimi dom na przedmieściach z równo przystrzyżonym trawnikiem. Ten obraz przez dekady był niemal synonimem sukcesu. Był namacalny, policzalny i uniwersalnie zrozumiały. Miał swój zapach – mieszankę nowej tapicerki i świeżo skoszonej trawy. Miał swój dźwięk – warkot silnika i śmiech dzieci.

Dzisiaj ten obraz wydaje się… niekompletny. Jakby brakowało w nim kluczowego elementu, albo jakby był renderem z innej epoki. Próba zdefiniowania sukcesu w XXI wieku przypomina raczej próbę uchwycenia dymu gołą ręką. Stał się on czymś płynnym, osobistym i wielowymiarowym. To już nie jest jeden, monolityczny szczyt, na który wszyscy się wspinają, ale raczej archipelag tysięcy wysp, z których każda reprezentuje inną, unikalną wersję spełnionego życia. Co się stało z tamtym starym, prostym obrazem? I czym zastąpiliśmy pustkę po nim?

Sukces w ramce – model, który znaliśmy

Tradycyjna, powojenna definicja sukcesu była produktem swoich czasów. Zrodziła się z potrzeby stabilności po chaosie wojen i Wielkiego Kryzysu. Była prosta, liniowa i oparta na materialnych, zewnętrznych wskaźnikach. Ten model można zamknąć w kilku punktach:

  • Edukacja: Zdobądź dyplom, najlepiej na prestiżowej uczelni.
  • Praca: Znajdź stabilne zatrudnienie w dużej, renomowanej firmie.
  • Wspinaczka: Pnij się po szczeblach drabiny korporacyjnej, zdobywając kolejne awanse i podwyżki.
  • Akumulacja: Kup dom, samochód (a potem drugi), zakładaj rodzinę i gromadź dobra materialne.
  • Emerytura: Przejdź na zasłużony odpoczynek z pokaźnym funduszem emerytalnym.

Ten scenariusz był obietnicą przewidywalności. Był społeczną umową: jeśli będziesz ciężko i lojalnie pracować, system o ciebie zadba. Sukces był tu celem, do którego się dążyło, a nie procesem. Był mierzalny w metrach kwadratowych domu, koniach mechanicznych samochodu i liczbie zer na koncie. Badania socjologiczne z tamtego okresu, jak chociażby prace Williama H. Whyte’a w książce „The Organization Man” (1956), opisywały człowieka korporacji, dla którego lojalność wobec firmy była niemal tożsama z osobistym sukcesem. To był świat, w którym praca definiowała tożsamość.

Pęknięcia na idealnym obrazie

Ten solidny, betonowy gmach definicji sukcesu zaczął pękać pod naporem kilku potężnych sił. To nie stało się z dnia na dzień. Był to powolny proces erozji, który w ostatnich dwóch dekadach gwałtownie przyspieszył.

Matematyka przestała się zgadzać

Pierwszym pęknięciem była brutalna ekonomia. Obietnica, że ciężka praca zawsze prowadzi do dobrobytu, dla wielu stała się niewypłacalna. Od lat 70. XX wieku w wielu krajach zachodnich realne płace dla większości pracowników przestały rosnąć w tempie wzrostu produktywności. Jednocześnie koszty kluczowych elementów „amerykańskiego snu” – edukacji wyższej, opieki zdrowotnej i nieruchomości – poszybowały w górę.

Dla pokolenia Baby Boomers kupno domu było często osiągalne dla jednej pracującej osoby. Dla Millenialsów i Pokolenia Z stało się to finansową wspinaczką, wymagającą lat oszczędzania i często pomocy rodziny. Drabina korporacyjna, która kiedyś wydawała się solidna, zaczęła przypominać grę w węże i drabiny, z większą liczbą węży. Ta zmiana podważyła fundamentalną zasadę: wysiłek nie zawsze równa się nagrodzie w skali, jaką obiecywano.

Koszt psychiczny pogoni

Drugi cios przyszedł od strony naszego zdrowia psychicznego. Kultura hustle, gloryfikująca pracę po godzinach, spanie pod biurkiem i poświęcanie życia prywatnego na ołtarzu kariery, zaczęła zbierać swoje żniwo. Zjawisko wypalenia zawodowego stało się tak powszechne, że w 2019 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oficjalnie włączyła je do Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD-11), definiując je jako „syndrom wynikający z chronicznego stresu w miejscu pracy, z którym nie udało się skutecznie sobie poradzić”.

Nagle ludzie zaczęli zadawać sobie pytanie: czy sukces, za który płacę chronicznym zmęczeniem, lękiem i brakiem radości, w ogóle jest sukcesem? Psychologiczny koncept hedonistycznej adaptacji (lub „hedonistycznego kieratu”) dostarcza tu potężnego wyjaśnienia. Mówi on, że ludzie szybko przyzwyczajają się do nowych, lepszych warunków (jak podwyżka czy nowy samochód), a ich poziom szczęścia wraca do punktu wyjściowego. Pogoń za kolejnymi materialnymi celami staje się biegiem w miejscu, który ostatecznie prowadzi do frustracji, a nie trwałego spełnienia.

Cyfrowy wstrząs

Trzecim czynnikiem była technologia. Internet, a potem smartfony i media społecznościowe, fundamentalnie zmieniły sposób, w jaki pracujemy, komunikujemy się i postrzegamy świat. Praca przestała być miejscem, do którego się idzie. Dla milionów stała się czymś, co się robi – z dowolnego miejsca na świecie. To zatarło granice między życiem zawodowym a prywatnym, ale jednocześnie otworzyło drzwi do zupełnie nowych modeli kariery: freelancingu, gospodarki twórców (creator economy), cyfrowego nomadyzmu. Tradycyjna, linearna ścieżka kariery przestała być jedyną opcją.

Archipelag sukcesu – nowe definicje

W miejscu, gdzie stał jeden monolit, wyrósł archipelag. Sukces przestał być uniwersalny. Stał się głęboko subiektywny, a jego definicja zależy od tego, na której z wysp zdecydujemy się zamieszkać.

Równowaga jako nowa waluta

Dla wielu, zwłaszcza młodszych pokoleń, najcenniejszym zasobem stał się czas, a nie pieniądze. Słynne badanie Gallupa z 2022 roku „State of the Global Workplace” wykazało, że dla Millenialsów i Pokolenia Z równowaga między życiem zawodowym a prywatnym oraz dobre samopoczucie są absolutnie kluczowymi czynnikami przy wyborze pracodawcy. Często ważniejszymi niż wysokość wynagrodzenia.

Sukcesem nie jest już posiadanie luksusowego zegarka, ale możliwość wyłączenia powiadomień służbowych o 17:00 bez poczucia winy. To możliwość spędzenia popołudnia z dziećmi, pójścia na trening czy realizowania pasji. Zjawiska takie jak „Wielka Rezygnacja” (The Great Resignation) czy „ciche odchodzenie” (quiet quitting) nie są objawami lenistwa, ale masowym manifestem w poszukiwaniu pracy, która jest częścią życia, a nie całym życiem.

Praca, która ma znaczenie

Pieniądze nadal są ważne – to oczywiste. Ale coraz częściej są postrzegane jako środek do celu, a nie cel sam w sobie. Nową metryką sukcesu stało się poczucie sensu i wpływu. Ludzie chcą wiedzieć, że ich osiem godzin dziennie przyczynia się do czegoś więcej niż tylko zwiększenia zysków akcjonariuszy.

To napędza rozwój firm z certyfikatem B Corp (firm, które spełniają rygorystyczne standardy społeczne i środowiskowe), karier w sektorze non-profit czy przedsiębiorczości społecznej. Sukcesem jest tu świadomość, że twoja praca ma pozytywny wpływ na świat, społeczność lub życie innych ludzi, nawet jeśli oznacza to niższe zarobki.

Elastyczność i autonomia – odzyskać kontrolę

Kolejną wyspą na archipelagu jest autonomia. Sukces to możliwość decydowania o tym, jak, gdzie i kiedy pracujesz. Pandemia COVID-19 była tu potężnym katalizatorem, udowadniając, że praca zdalna jest nie tylko możliwa, ale często bardziej efektywna.

Dla freelancera sukcesem może być możliwość odrzucenia projektu, który nie jest zgodny z jego wartościami. Dla pracownika – możliwość pracy z domu, aby być bliżej rodziny. Dla cyfrowego nomady – możliwość połączenia pracy z podróżowaniem po świecie. Chodzi o odzyskanie kontroli nad własnym życiem i harmonogramem, co było niemożliwe w sztywnych ramach tradycyjnej pracy od 9 do 17.

Doświadczenia ponad posiadanie

Badania psychologiczne, prowadzone m.in. przez dr. Thomasa Gilovicha z Cornell University, od lat pokazują, że ludzie czerpią więcej długotrwałego szczęścia z doświadczeń niż z posiadania rzeczy. Nowy telefon cieszy przez kilka tygodni. Wspomnienie niezwykłej podróży, nauka nowej umiejętności czy głęboka rozmowa z przyjacielem zostają na całe życie.

Ta wiedza przenika do nowej definicji sukcesu. Zamiast gromadzić dobra, ludzie coraz częściej gromadzą wspomnienia i umiejętności. Sukcesem nie jest większy dom, ale paszport pełen pieczątek. Nie jest nim droższy samochód, ale umiejętność gry na instrumencie. To fundamentalna zmiana w alokacji zasobów – z materialnych na niematerialne.

Paradoks mediów społecznościowych

W tej narracji o wyzwoleniu od starych definicji jest jednak pewien haczyk. Media społecznościowe, które z jednej strony pokazały alternatywne ścieżki do sukcesu (np. kariera influencera), z drugiej strony stworzyły nową, potężną machinę do porównań.

Stary model zmuszał do porównywania się z sąsiadem. Nowy zmusza do porównywania się z wyidealizowanym, starannie wyselekcjonowanym obrazem życia tysięcy ludzi z całego świata. Widzimy znajomych podróżujących po Bali, przedsiębiorców chwalących się milionowymi zyskami i influencerów z idealnym ciałem. To tworzy iluzję, że wszyscy inni odnoszą spektakularne sukcesy na każdej z możliwych „wysp”, podczas gdy my sami tkwimy w miejscu. Sukces, który miał stać się osobisty i wewnętrzny, znów staje się zewnętrzną grą, tyle że na znacznie większą i bardziej bezlitosną skalę.

Nowy sukces dla wszystkich?

Trzeba też uczciwie przyznać, że ta nowa, elastyczna definicja sukcesu jest w dużej mierze luksusem. Dla osoby pracującej na dwóch etatach, aby związać koniec z końcem, rozważania o równowadze czy pracy z sensem mogą brzmieć jak abstrakcja. Dla milionów ludzi na świecie tradycyjny model – stabilna praca i bezpieczeństwo finansowe – wciąż pozostaje nieosiągalnym marzeniem, a nie przestarzałym reliktem.

Dlatego właśnie mówimy o archipelagu, a nie o nowym kontynencie. Stary model nie zniknął całkowicie. On wciąż istnieje i dla wielu jest jedyną dostępną mapą. Obok niego wyrosły jednak nowe lądy, oferujące alternatywne drogi tym, którzy mają przywilej wyboru.

Zmiana definicji sukcesu to jedna z najgłębszych transformacji kulturowych naszych czasów. To przejście od jednego, głośnego komunikatu do tysięcy szeptanych, osobistych historii. Od zewnętrznej listy kontrolnej do wewnętrznego kompasu. Nie ma już jednej, poprawnej odpowiedzi. Być może największym sukcesem, jaki możemy dziś osiągnąć, jest właśnie zdobycie odwagi, by zdefiniować go dla siebie – i żyć zgodnie z tą definicją, niezależnie od tego, jak wygląda ona na czarno-białej fotografii kogoś innego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *